sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział I



Nazywam się Katniss Everdeen. Znowu jestem tutaj, w dystrykcie dwunastym. Powinnam się cieszyć czy raczej płakać? Chyba zgłupiałam. Codziennie zadaję sobie to pytanie, a mimo to nadal nie znam na nie odpowiedzi. Chciałabym zapomnieć o tym wszystkim, ale po prostu nie umiem. Nie poznaję siebie. Kiedyś byłam o wiele twardsza, ale przecież... Wtedy miałam dla kogo. Mój mały kaczorek... Tak strasznie mi jej brakuje. Była zbyt młoda, mogła zostać znakomitym lekarzem. Kiedy patrzę na prymułki posadzone przed moim domem wyobrażam sobie Prim. Widzę ją ubraną w błękitną sukienkę, bardzo podobną do mojej w dniu dożynek. Jasne włosy spięła w warkocz, który swobodnie opada za każdym ruchem głowy na jej ramię. Wyciągam do niej ręce, chcąc ją uściskać, ucałować, ale nie mogę. To boli mnie najbardziej. Czuję jak słone łzy ciekną strużką po moich policzkach, a ja nie umiem ich zatrzymać. Nogi miękną mi z rozpaczy, upadam na ziemię. Nie dbam o wyprane spodnie, zrobię to znowu. Ocieram łzy, zrywam jednego kwiatka, przysuwam go bliżej twarzy i szepczę.
- Moja mała kaczuszko... - Znów popadam w histerię, ale kiedy ktoś szczelnie oplata mnie ramionami uspokajam się. Nie potrzebuję patrzeć na twarz, by wiedzieć kim jest. Czuję silny zapach świeżych wypieków. Tak, to Peeta.
- Jestem tu, jak obiecywałem. Zawsze będę. - Szepcze i czule całuje mnie w czoło, a ja jeszcze bardziej się rozpłakuję. Ale dlaczego? Nie jestem już sama. Może dlatego, że w końcu Peeta odzyskał garstkę wspomnień i nie ma mnie za wroga?
- Dziękuję. - Rzucam krótko i niechętnie wysuwam się z jego ramion nim powiem coś czego nie będę mogła potem odkręcić. - Tak strasznie mi jej brakuje...- Wzdycham.
- Chodź, chcę Ci coś pokazać - Peeta sprawnie się podnosi, otrzepuje z piachu i podaje mi dłoń, a ja bez zastanowienia mocno ją chwytam i wstaję. Tak jak wcześniej nie dbam o spodnie, nie dbam o nic.
- Co takiego? - Pytam przerywając ciszę.
- Zobaczysz.
I tyle z naszej przejmującej rozmowy. Dalszą drogę pokonujemy w ciszy. Miejsce, w które mnie zaprowadził, tak jak się spodziewałam - jego dom. Milcząc weszłam do środka, ściągnęłam kurtkę ojca z ramion i powiesiłam ją na wieszaku.
- Stój tutaj i poczekaj - Mówi tak bardzo podekscytowanym głosem, że aż nie mogę się doczekać, co tym razem wymyślił. - Oto on - Widzę go po chwili z obrazem. Jest zasłonięty, ale już po chwili Peeta ściąga zasłonę, a moim oczom ukazują się moi najbliżsi. Mama i Prim, a obok nich stoję ja. Bez słów przytulam Peetę, zamykając oczy, tak mocno jakbym tym samym chciała sprawić, że łzy wyschną zanim w ogóle wyciekną, ale na marne. Blondyn opiekuńczo całuje mnie w skroń i głaszcze po głowie. - Katniss...
- Hm? - Pytając unoszę głowę znad jego zagłębienia w szyi.
- Zaraz mnie udusisz - W jego głosie słyszę nutę śmiechu. Chcąc czy nie odsuwam się od niego.
- Przepraszam, że się tak rozklejam. Nie wiem co się ze mną dzieje - Tłumacząc się kiwam sprzecznie głową. Nie wiem co mam ze sobą zrobić, czuję się zagubiona.
- Jest dobrze. Przecież ja też czasem płaczę. Każdy ma uczucia, każdy kogoś stracił. Zobacz. Ty masz mamę, a ja? Mnie nikt nie potrzebuje - Uśmiecha się, a ja z tym uśmiechem czuję w sercu nieposkromiony ból, bo wiem, że uśmiech nie jest szczery. Znów podchodzę bliżej. Kładę obie dłonie po obu stronach jego głowy i gwałtownie przyciągam do siebie, a potem stanowczo, ale krótko całuję jego usta.
- Ja Cię potrzebuję, masz mnie - Szepczę przykładając czoło do jego czoła. Dopiero teraz się uspokajam. Czuję jak histeria ustępuje, jak po burzy pojawia się słońce.
- Dziękuję za wszystko, Katniss. Jesteś najlepszym co mogło mnie spotkać. Chyba jednak stanę w kolejce Twoich wielbicieli - Śmieje się, trącając mnie nosem w policzek.
- No chyba tak.
- Dziewczyna igrająca z ogniem w swoim żywiole, hę?
- A co? Wolisz biedną, zapłakaną Katniss? - Złośliwie pstrykam go w nos.
- Wolę Ciebie, bez względu na wersję - Znów słyszę czułe szeptanie, ale już nie z moich ust. Tym razem Peeta wykazał się tymi jakże wielkimi zdolnościami. Nasze usta znów złączyły się w jedną całość, na dłużej. A po skończonym pocałunku słyszę:
- Katniss, zostań. Zostań ze mną. Na zawsze.